Gorąco. Duszno. Pełen przedział. Wieprzowinka też nie wygląda najlepiej, spogląda spoza kupki płyt. Słonecznie. Mijam Inowrocław. Jeszcze 4 godziny... Wypadałoby je dobrze spożytkować. Opowiem więc o tym co działo się w Olsztynie w pięknych okolicznościach przyrody.
Piątek. Minęła 21. Spakowana czekam w przedziale, Massive Attack w discmanie. Dzwoni telefon:
- Gdzie jesteś? ( Bruno zaniepokojony )
- No własnie... Ludzie wysiadają... Ale to chyba nie główny?
- Nie, zachodni. Za 10 minut będziesz na miejscu. Będziemy czekać. Do zobaczenia!
Wysiadam. Rozglądam się nerwowo. Nikogo nie widać. Wreszcie, przy skromnej bramie zauważam biegnącego Bruno. Szybkie przywitanie. Biegniemy na PKS. Tam czekają Pulsar i ziuta... A ja, nie zauważyłam ich. Szybko się witamy, bo Pulsar pogania. Boi się, ze Burek pożre KoopHeLLa przez przypadek. Albo, ze przez również przypadek spłonie Pulsarowa posesja. Pędzimy poza Olsztyn. Mijamy miejscowość o wdzięcznej nazwie Dywity ( DVD ) i oczom naszym ukazuje się łuna. Okrążenie. I już na miejscu. Szybka informacja, która mnie przeraziła. Pulsar ma psa. Teoretycznie łagodnego... Ale ja i tak się boje. Wyładunek, powitanie. Można rozpocząć pieczenie kiełbasek. Ziuta wyciąga groch z kapustą i lekarstwa. Zaczyna się wielkie grillowanie i nocne Polaków rozmowy. Burek w międzyczasie wynosi pieczywo do budy. Opowiadamy dowcipy. Dowcip zlotu : "Pierwszy dzień z hakiem". Przytoczyłabym, ale nie pamiętam. Poza tym nikt nie potrafi go tak opowiadać jak KoopHeLL. O drugiej w nocy, o ile nie później, zmęczone podróżą, rozmowami, jedzeniem, leczeniem (*niepotrzebne skreślić ) towarzystwo zostaje rozwiezione do miejsc noclegowych. Ach... Sen, błogi sen...
PS. Jakby komuś brakowało dużych śrubek, to Pulsar czasem takowe rozdaje ;)
Sobota. Przed południem. "Jesteśmy w Maku" brzmi sms od KoopHeLLa. Pędzimy z Bruno na dworzec. Ziuta niestety musi nas już opuścić. W Maku czekają na nas kolejne osobistości. Ifan z towarzyszką, falarek i jasza. Wybacz ifanie, że Ci się rytualnie nie pokłoniłam, ale zanim doszło do mojego móżdżku, że ifan to ifan, zdążyłeś już zniknąć za horyzontem. Jasza zastanawia się nad prezentem dla babci na 85 urodziny. Tu ja, niewiele myśląc, proponuje kupno respiratora. Jasza, mam nadzieje, że zarówno Ty i Twoja babcia wybaczycie mi ten dowcip. Oglądamy zdjęcia ze zlotu z Wrocławia. Rozmawiamy. Posilamy się kawą. Ziuta rozpacza nad pozostawionym u Pulsara termosem. Ojej... Późno już. Ziute trzeba do pociągu wsadzić. Ostatnie uściski, zdjęcia, uśmiechy. Rzutem na taśme albo rzutem termosem w okno, Pulsar ratuje sytuacje. Tuż przed odjazdem pociągu ziuta wciąga za karę Pulsa przez okno. Machamy łapami na pożegnanie. Pulsar znika. Pędzimy na podbój Olsztyna. Bruno i ja pędzimy pozbyć się bagaży. Umawiamy się w Kortowie. Nim jasza, falarek i KoopHeLL dotarli do Kortowa, zdążyłam zapoznać się z kortowską dziewicą i wypić wodę niemoralną na tzw. kacrondzie. Zmierzając na molo, znajduję porzuconą wieprzowinkę. Odtąd, zostaje ona pełnoprawną członkinią wszelakich zlotów. ( Obiecałam jej to i nie mogę się wycofać ). Jako iż kawa z WcDonaldsa nie jest najlepszym śniadaniem, kierujemy swe kroki na frytony do Walerka. Tam wieprzowinka objawia swój talent taneczny ( ten disco-róż zobowiązuje ), a KoopHeLL bawi się w reportera National Geographic i fotografuje rybki akwariowe. Dokańczamy zwiedzanie Kortowa, ja maltretuję kormorana, składam swe życzenia na płetwie złotej rybki i pędzimy na olsztyńską starówkę. Zaczynamy od zwiedzania zamku. Okazuje się, że wieża jest nieczynna, dzieci lubią pluć do studni, Tellico stoi jak stał i nawet baby się nie zmieniają, a Mikołaj Kopernik jest nieczuły na moje wdzięki. Kierujemy swe kroki do Wielkiej Bramy. Po drodze wpadamy do baru koktajlowego, gdzie Bruno z falarkiem podkradają prąd, jasza uczy gry na grzebieniu i produkuje łódeczki z serwetek, a ja w menu wypatruje deser lodowy stworzony zapewne na moją cześć ;). W koktajlowej walce zwycięża kefir i jagoda. Ale będąc szczerą, najlepszy jest truskawkowy na kefirze. Wychodzimy, po paru metrach robi mi się zimno, ubieram się. TrUjkowicze robią mi parawan. Potem zwiedzanie trwa dalej. Włażę na wiadukt. Bruno straszy mnie SOKistami. I jest już tak późno, że trzeba pożegnać jaszę, a później wsadzić w pociąg falarka. Jasza wsiada w samochód, okrąża Maka z wszystkich stron, zostajemy we czwórkę, jest jeszcze czas na kawę. Czas, który mija nieubłaganie i wsadzamy falarka do pociągu w trendy pomarańczowym kolorze. Falarkowa ręka macha nam aż do zniknięcia za zakrętem. Rozstajemy się z KoopHeLLem, który obiecuje pożegnać mnie w niedzielę. Następuje mniej oficjalna część zlotu, która odbywa się w mieszkaniu znajomych Bruno. Członkowie serwisu Studenciak i muzycy z zespołu Kuśka Brothers, trochę lekarstw, gra na gitarze, zabawa do białego rana ( A potem Special nie może uwierzyć, że Andrzej Gołota zremisował ).
Niedziela. Godzina 10. Zdecydowanie za wczesna godzina... Zbieramy się z Bruno i pędzimy na mój pociąg. W międzyczasie kilkukrotnie Okejkę mija Pulsar radośnie machając z samochodu mi na pożegnanie. Na peronie czeka KoopHeLL z bukietem kwiatów, ostatnie zdjęcia, uściski. Mija 12:10. Krajobrazy olsztyńskie przesuwają się za oknem. Rozbrzmiewa Tori Amos. Słońce ukrywa się za chmurami.
SpecialK zwana również Specjalką i pinionem.