Wstep:
Uprzedzam, nie jestem humanista, nie linczujcie...

Przygotowania:
Po wielu godzinach spedzonych na PG, dotarlem jakos do domu odbierajac po drodze aparat fotograficzny. Szybko sie spakowalem i poszedlem spac. Wyrwany ze snu w srodku nocy (2:00) przez moj budzik zebralem sie i po czasie niedlugim ruszylem na dworzec, by tam wsiasc w pociag, ktory mial zawiesc mnie na zlot.

Sobota:

Podroz zaczela sie od taksowki, ktora to dojechalem na dworzec bez wiekszych przygod. Pociag przyjechal z niewielkim opoznieniem, wiec musialem nieco poczekac, ale gdy wsiadajac do pociagu ujrzalem usmiechniete oblicze KoopHeLLa (bruna nie widzialem -siedzial tylem), wiedzialem juz, ze podroz bedzie wesola:) Kiedy w Slupsku dosiadla sie jeszcze jasza, to juz w ogole fajnie sie zrobilo. Nie sprzyjala tylko zbyt goraca 'atmosfera' (awaria ogrzewania), ale jakos przezylismy.

Choc droga z Sopotu do Szczecina jest dluga, mi ona minela dosc szybko. Po pierwsze dlatego, ze bylo bardzo sympatycznie (a wiadomo ze jak sie czlowiek dobrze bawi to i czas uplywa szybciej), a po drugie dlatego, ze wszyscy magazynowali sily na czas zlotu slodko sobie drzemiac.

Do Szczecina dotarlismy punktualnie. Gdy stalismy na przejsciu nad torami, zastanawialismy sie dokad isc. Wtedy zauwazylismy jak jakis kierowca zwinnie zrobil koleczko na rondzie przed dworcem. Okazalo sie, ze byl to skoczek, ktory po nas wyjechal. Wsiedlismy wiec do auta i ruszylismy do wiezy widokowej na 12 pietro w finkerwaldzie. Zastanawialismy sie czy dojedziemy calo - jasza i kufel siedzieli z tylu i trzymali sie czego tylko sie dalo, zeby na zakretach za bardzo 'nie latac', ja natomiast trzymalem sie uchwytu nad drzwiami, zeby karoseria nie odpadla. W koncu nie takie rzeczy zdarzaly sie w fiatach 125. Na szczescie pare minut pozniej dojechalismy na miejsce.

W mieszkaniu byla juz calkiem spora grupa ludzi. Przywitalismy sie z airbornem, falarkiem, agafka, becia, mrta, calaciem i lola (kotem mrty). Pozniej usiedlismy wszyscy w salonie, zaczely sie rozmowy bardziej doswiadczonych zlotowiczow. Usiadlem sobie bardziej na uboczu i wyjalem aparat. Zaczalem robic zdjecia. W owym czasie skoczek pojechal po Nike, ktora przyjechala niedlugo po nas. Tymczasem mrta, agafka i betriella krzataly sie po kuchni szykujac sniadanie. Skoczek jeszcze raz zrobil kurs, tym razem po Gandalfa, Dobranoc i Avatara. Niedlugo po ich przyjsciu wszyscy udalismy sie do schroniska gdzie o 12:00 bylismy umowieni z Certhia, Nicoll, SpecjalK i Torneyem. Tym razem (ugh, ale nam ulzylo) pojechalismy autobusem, a nie samochodem skoczka. Po wyjsciu z autobusu przeszlismy aleja fontan (nieczynna o tej porze roku) oraz obok pomnika czlowieka na koniu, ktory chyba z zabytkow muzealnych zrobil najwieksza furore.

W schronisku bylismy punktualnie, czego nie mozna powiedziec o tych ktorych mielismy tam spotkac. Pobyt trwal mniej wiecej godzine. W koncu doczekalismy sie maruderow, ponownie zaczely sie radosne i serdeczne powitania. Gdy piNioN i Nicoll zostawily w koncu swe rzeczy, ruszylismy na Szczecin. Trzeba bylo odstawic agafke (niestety) oraz pojsc na dworzec po antoske i yenndze. Niektorzy z nas zrobili sie glodni. Wobec tego rozdzielilismy sie. Poszedlem z Nicoll, Skoczkiem, Certhia, Torneyem, SpecjalKa i Betriella cos zjesc. Choc musze przyznac - czuwal nad tym przypadek, bo w momencie, gdy bawilem sie aparatem Nicol,l ona wskoczyla tramwaju i odjechala. Trzeba bylo ja zlapac, wiec zaczalem sie za nia uganiac... ;)))

Obiad przyszlo nam zjesc w barze mlecznym "Turysta". Kwestie jedzenia "bohaterow sprawozdania" mozna pominac. W owym czasie powstala nowa 'porcja' zdjec. Niedlugo po tym dolaczyli do nas falarek i jasza. Cala grupa posilila sie i ruszyla przed bar, gdzie czekala na nas reszta, powiekszona o aval4ncha, yenndze i antoske. Pozegnalismy Torneya (udal sie na mecz pogoni - "pogon jedyna, pogon ze Szczecina"). My natomiast ponownie rozdzielilismy sie.

Poniewaz wieksza czesc osob chciala isc na starowke, odlaczylismy sie od nich. Nicoll i Nika chcialy isc na poczte , Specka gdziekolwiek na dobra kawe (najlepiej do MC), a Certhia byla nasza przewodniczka. Poszedlem z dziewczynami, musialem znalezc jakas apteke - na zlot przybylem sie lekko przezebiony. W trakcie tych wszystkich poszukiwan Nika stwierdzila, ze odlaczy sie od nas i pojdzie do drugiej grupy. My tymczasem, po wizycie na poczcie, w aptece i Mc, poszlismy w jej slady. Dotarlismy na zamek, znowu pare zdjec, po czym stwierdzilismy, ze trzeba odnalezc reszte.

Co zrobilem, by zlokalizowac skoczka i reszte? Otoz malo sprytny Yasiu zadzwonil do KoopHeLLa z pytaniem o miejsce pobytu i sposob dotarcia do tegoz miejsca. Nie ma co, olsztynianin z gdynianinem na temat Szczecina nie dogada sie za dobrze, totez troche bladzilismy. Po kilku nastepnych telefonach (tym razem do skoczka) odnalezlismy druga grupe w kawiarni 4 pory roku.

Nie wiedzialem, co w tym czasie robila reszta zlotowiczow, ale w drodze powrotnej wzialem jasze na spytki. Poprosilem, by napisala ta czesc relacji, ale jakos nie byla za bardzo chetna. Po wielu prosbach napisala - ze nie dzialo sie nic. Powiedziala za to nieco wiecej niz na kartce, dzieki czemu wiem, ze po rozstaniu grupa poszla na starowke, rozsiadla sie wygodnie na laweczkach na glownym dziedzincu, a potem udala sie na deser do wspomnianej kafejki.

Tam tez drogi nasze sie skrzyzowaly, posiedzielismy chwile, zrobilismy nowe zdjecia, po czym udalismy sie do schroniska (wczesniej zahaczylismy o sklep, w ktorym zrobilismy zakupy na kolacje). Nie moglo zatem zabraknac kefiru, ktorego mialem 'obalic' wspolnie z Brunem (motyw ten przejawial sie od mojego pierwszego zlotu (Wroclaw). w schronisku odpoczelismy chwil pare, przebralismy sie, zjedlismy cos, rozdzielilismy ostatecznie pokoje. Airborn zmeczony trudami tego dnia, pozostal w schronisku, reszte zas czekalo wyjscie do piwnicy Kany (pub w Szczecinie). W chwili, gdy wyszlismy ze schroniska, zaczal padac deszcz, jednak nie przeszkadzalo mi to za bardzo, gdyz Nicoll starala sie rozjasnic atmosfere spiewajac japonskie piesni. Po krotkiej podrozy dotarlismy do pubu, gdzie czekala na nas rezerwacja stolika. Zaczela sie kombinacja ze stolikami. Scisly umysl inzyniera (przyszlego) i rady osob bogatszych w doswiadczenie zaowocowaly tym, ze stolik zostal ustawiony w wariacje na temat kwadratu. Wszyscy sie pomiescilismy, zaczelismy biesiadowac, gadac, hulac ile dusza zapragnie, robic zdjecia. Na stole goscily okocimy, bosmany, herbaty oraz apetycznie wygladajace (nie sprobowalem wiec nie wiem jak smakuja) zapiekanki.

Kolo polnocy nastalo trzecie na zlocie rozdzielenie osob. Bruno, antoska, yenndza, KoopHeLL, calac i becia postanowili udac sie do schroniska, a ze ja bylem na nogach juz 22 godziny (i po 4 godz. snu) wiec pomyslalem, ze tez przyda mi sie odpoczynek. Bruna i moj zmysl orientacji w terenie doprowadzil nas do schroniska. Nalezy tu wspomniec o dosc ostrym tempie marszu narzuconym przeze mnie i Bruna, ktory becia (reszta wlekla sie gdzies z tylu) dzielnie wytrzymala nie skarzac sie nic a nic (respekt!). Wrocilismy, umylismy sie, pogadalismy chwilke cichutko by nie budzic airborna, a nastepnie sami udalismy sie do krainy snow...

Niedziela:

Nie liczac Bruna, wszyscy w pokoju obudzili sie przed 8:00. Kazdy posilil sie tym co mial, umyl sie i zaczelismy sie zbierac. Przed 9:30 pozegnalem serdecznie Betrielle, ktora musiala wczesniej jechac. Z tego miejsca pragne w jej imieniu usciskac wszystkich tych, ktorych ona nie zdolala. Nie udalo jej sie to, poniewaz ludzie sie... rozplyneli. Okazalo sie ze czesc byla w swietlicy, czesc w kuchni, a reszty nie udalo mi sie zlokalizowac.

Przed 10:00 przybyli Torney z Certhia. Zdalismy pokoje i ruszylismy na miasto pozegnawszy Nicoll i Specke, ktore jako nastepne w kolejnosci mialy pociag. Po uroczym spacerze (w deszczowej atmosferze) ulicami miasta dotarlismy na dworzec PKP, gdzie czekala nas niespodzianka. Nicoll i Spec nie pojechaly i powitaly nas serdecznie na dworcu. Po zakupieniu biletu udalem sie na peron by dalej integrowac sie z ludzmi, robic zdjecia, cieszyc sie z ich obecnosci. Zglodnialem, wiec Certhia i Maciek zaproponowali mi wizyte w barze na dworcu, przestrzegajac jednak bym nie bral kawy. Zamowilem sobie apetycznie wygladajaca kanapke (na podroz) i hot doga ktory smakowal jak... opona :P Podczas gdy my spokojnie spozywalismy sniadanie, Torney niepokoil sie naszym zniknieciem. Odnalazl nas w barze, a razem z nim dolaczyli wszyscy. Kto byl glodny ten jadl, kto nie ten robil co innego (np. zdjecia;)). Poniewaz byly to ostatnie wspolne chwile, staralismy sie czas owy spozytkowac jak najlepiej. o 12:30 mielismy pociag, wiec airborn zaproponowal po lampce wina 'za spotkanie'. Gdy wyszlismy z baru i mielismy isc do pobliskiej winiarni, uslyszalem komunikat ze nasz (Bruna, Kufla, jaszy i moj) pociag zostal podstawiony. Udalismy sie wiec na peron, pozegnalismy Gandalfa i Dobranoc, ktorzy mieli odjechac pare minut przed nami. My tymczasem zrobilismy juz ostatnia wspolna sesje zdjeciowa i serdecznie sie usciskalismy, zegnajac do nastepnego zlotu, badz innych okazji na spotkanie. Ci, ktorych pociagi mialy za chwile odjechac, wsiedli i odjechali w sina dal...

Od Autora:

Pragne podziekowac mamie, tacie, a przede wszystkim mrcie, Certhi, Torney`owi i skoczkowi za przygotowanie i organizacje zlotu. Za zabawe ktora na nas tam czekala, za caly trud wlozony w organizacje zlotu. Dziekuje tez wszystkim ludziom dobrej woli, ktorzy swa obecnoscia ubarwili ten zlot. Niezmiernie milo bylo mi was poznac osobiscie. Mam tez nadzieje, ze okazji do spotkan bedzie jeszcze wiele...

PS. Nie tak dawno temu na #trojce pojawil sie moj kolega ze studiow - glan, ktory zaoferowal swa pomoc w organizacji zlotu w 3miescie, ktory to staje sie coraz bardziej realny...