Po trzykroć trzy razy trzy, czyli magia radia

    Czy napisać o tym jak przyjechaliśmy do stolicy, jak dotarliśmy na Myśliwiecką, jak w patio trafiliśmy na Hołdysa, jak siedzieliśmy w studio koncertowym gdzie nie było odsłuchu więc lista leciała ze zwykłego radia, jak Kiefer rozdawał wejściówki na tysięczne wydanie LP3, jak podglądaliśmy wszystko od strony reżyserki, jak pozdrawialiśmy najbliższych z Panem Markiem, jak Helen częstowała wszystkich ciastem, jak dyskutowaliśmy z Piotrem Stelmachem i śmialiśmy się z Arturem Andrusem, jak nikt nie orientował się co jest na jakim miejscu na liście, jak Niedźwiedź opowiadał co bardziej pikantne dowcipy poza anteną, jak co chwila błyskały flesze aparatów fotograficznych, jak dzień nazajutrz mieliśmy szczęście spotkać Kaczora i wydać trochę grosza w sklepiku.... Tak właśnie było, a zlot był wyjątkowy, nie dość że w Trójce, nie dość że 999 wydanie listy to do tego przybyło nas chyba z siedemdziesiąt osób... Ale nie o tym chcę napisać...

    ...patio... zebranie trójkowiczów.... zamieszanie w studio i reżyserce... A wszystko takie nierealnie małe i skromne. Pan Marek siedzący w niewielkim pokoiku za podwójną, dźwiękochłonną szybą, dyrygujący długopisem trzymanym w ręce, nadający rytm i tempo audycji. My w niemiłosiernie ciasnej, dusznej reżyserce, gdzie za konsoletą realizuje się cały ten spektakl na dźwięki i wyobraźnię. Gdzieś za nami, przez szybę widać Helen odbierającą telefony od słuchaczy - czy to jest naprawę Helen? Trudno zgadnąć, nie słychać tu jej głosu. Chwila przerwy, odtwarzany jest właśnie utwór. Pan Marek, z dziwnie zniekształconym przez interkom głosem, ustala co i ile wyciszymy, kiedy wchodzi serwis. Opowiada dowcipy niwelując nieco ogromną presję uciekającego czasu. Zapala się lampa i znów jesteśmy na antenie, słychać koleżeństwo przesyłające parę ciepłych słów swoim najbliższym - wszyscy stłoczeni wokół blatu zastawionego mikrofonami i sprzętem elektronicznym. Wchodzi Helen, tak to musi być ona, głos nie pozostawia najmniejszych wątpliwości. Ciekawe, że ma ciemne włosy, myślałem, że jasne. Na korytarzu przemyka się jakaś postać. Ci co ją znają już wiedzą, dla reszty to kolejna niespodzianka - to Stelmi. Nasza rozmowa w niepojęty sposób zrównolegla się z prowadzoną listą. Wchodzimy do sali koncertowej. Tu też przestrzeń płata figle - małe kino to ogrom w porównaniu z tą kameralną sceną. Właśnie leci U2, ale które to miejsce? Nikt nie wie, czas praktycznie przestał istnieć. Natłok wrażeń wzrokowych zniekształca całkowicie postrzeganie... Niby lista w niby świecie... Rzeczywistość całkowicie niespójna w zakodowanym w umyśle obrazem. Można oszaleć... Ale jest! Jest wyjście z opresji! Wracam do reżyserki, obok stoi Myszunia i cała masa innych osób... Za szybą Helen i Marek, przekomarzają się jak zwykle, Helen czyta adresy z kartek pocztowych... Zamykam na chwilę oczy... i znów jestem w Trójce, tej samej, dobrze znanej Trójce... nie ma zamkniętych przestrzeni studia, nie ma reżyserki... właśnie słucham kończącej się już powoli listy... czyli jest to godzina dziesiąta w piątkowy wieczór... I za tydzień też będzie lista, i będzie dzwonić Alina, a potem kolejna lista i kolejna... I niech tak pozostanie... na zawsze...

Tygrysek